198 photos
The Flying Legends - doroczne pokazy odbywające się w Wielkiej Brytanii, na historycznym lotnisku Duxford w pobliżu Cambridge. Są to największe w Europie pokazy gromadzące klasyczne, napędzane śmigłem samoloty z okresu I oraz II wojny światowej.

-
The Flying Legends 2010
43 photos
Pierwsza wizyta na zagranicznym airshow. Po kilku Góraszkach, gdzie pojedynczy Spitfire "krzyczał" z plakatu jako główna atrakcja - widok 6 lecących w formacji "złośników" powala z nóg. Ogromne wrażenie robi muzeum pełne przeróżnych samolotów, czołgów i innego sprzętu. Pogoda była aż za dobra, upał, piękne malownicze chmurki i latające legendy. Czegóż można pragnąć więcej?? :) Aha, zapomniałem... chyba tylko przestawienia lotniska w innym kierunku.
-
The Flying Legends 2011
27 photos
Moja druga wizyta w Duxford. Pogoda niestety nie była najlepsza. Od czasu do czasu przelotne opady deszczu, nieciekawe szaro-bure chmury w połączeniu ze standardowym brakiem dobrego światła. Wszystko jednak nadrabiał z nawiązką widok oraz przede wszystkim dźwięk przelatujących Mustangów i Spitfire'ów :) Nie omieszkałem oczywiście zwiedzić urokliwego Cambridge oraz słynnego pubu The Eagle :) gdzie w jego wydzielonej części zwanej "The RAF bar" wychyliłem 2 czy 3 Guinnessy.. Doskonałe wrażenie zatarte jednak przez niepowetowaną stratę P-51 "Big Beautiful Doll".
-
The Flying Legends 2012
40 photos
"Never in the history of human intercourse has so few, drunk so much, in so little time" - parafrazując Winstona Churchilla powiedział Kai, fantastyczny Norweg z którym corocznie spotykam się w Duxford ;)) Moja trzecie wizyta w Duxford. Kolejne spotkanie z przesympatycznymi miłośnikami lotnictwa z Norwegii, wspomnianym już Kai"em oraz autorem świeżo wydanej książki "Viking Spitfire" - Torem Idarem Larsenem. Oczywiście nie mogło być inaczej i książkę nabyłem wprost ze stoiska podczas pokazów. Uroczyste wpisanie dedykacji wraz z podpisem autora i pamiątkowym zdjęciem odbyło się wieczorem w wydzielonej części słynnego pubu "The Eagle" zwanej "The RAF bar" Jeżeli chodzi o same pokazy, widać było wyraźne piętno wypadku sprzed roku w którym utracony został piękny P-51 Mustang "Big Beautiful Doll". Wnioski wyciągnięte z tego wydarzenia zaoowocowały większymi przerwami w poszczególnych pokazach, dało się wyraźnie odczuć spadek dynamiki całego widowiska. Nieco rozczarowania przyniósł pierwszy oficjalny pokaz P-47 Thunderbolt "Snafu". Pilot dość ostrożnie manewrował tą fantastyczną maszyną, brakowało nieco bardziej dynamicznych ewolucji i zwrotów. Z fotograficznego punktu widzenia, czuję niestety pewne rozczarowanie. Pomijając standardowy brak dobrego światła, niezbyt dobrą, przez większość czasu pogodę, najwięcej zastrzeżeń mam niestety do samych pilotów. Wielokrotnie pokaz odbywał się bardzo daleko od publiczności, latanie po linii prostej bez jakichkolwiek przechyłów było na porządku dziennym. Ogólnie mało fotogenicznie. Były oczywiście wyjątki w postaci doskonałego popisu Hawkera Sea Fury z agregatami na końcówkach skrzydeł, które wytwarzały fantazyjne, długo ciągnące się smugi. Podsumowując, muszę stwierdzić, że ta edycja Flying Legends była niestety najmniej ciekawa pod względem lotniczym. Być może czas aby w przyszłym roku zrobić sobię małą przerwę, nabrać od nowa tego lotniczego "głodu" do Duxford.
-
The Flying Legends 2014
34 photos
Rok przerwy od Flying Legends dobrze mi zrobił i na edycję 2014 oczekiwałem z niemniejszą radością jak podczas mojej pierwszej wizyty w Duxford. Tym razem jednak nie leciałem do UK sam, był ze mną Michaś w swojej pierwszej wizycie na ziemiach Albionu. Już sam fakt lotu samolotem był dla niego mocno ekscytującym przeżyciem gdyż raczej nie pamiętał wakacyjnej wyprawy na Teneryfę w wieku 2 lat kiedy to odbył pierwszy swój lot. Wszystko przebiegło gładko i bezstresowo i oto mogliśmy we dwóch uczestniczyć w tej wspaniałej uczcie lotniczej jaką jest widok oraz dźwięk przelatujących nad głowami Spitfire'ów i innych klasycznych "warbirdów". Same pokazy, mimo pewnej liczby absencji, spowodowanych pogodą oraz usterkami technicznymi można zdecydowanie zaliczyć do bardzo udanych. Żelazny punkt pobytu w Cambridge czyli piwko z kolegami z Norwegii w "The RAF bar"; zaliczony, a co więcej w ramach zajęć pozalotniczych odbyliśmy z Michasiem fajną przejażdzkę gondolą po kanałach uniwesyteckiej części Cambridge. Podsumowując muszę stwierdzić, że przyjęta przeze mnie strategia bywania tam co dwa lata chyba się sprawdza, gdyż pozwala na nabranie tego lotniczego "głodu" i co jest ważne przy ograniczonym budżecie zwiedzenie jeszcze innych ciekawych imprez.